Marzenie kontra projekt. Co się zmienia, gdy wpiszesz datę
- Maciej Ejdys

- 29 lip
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 31 lip
Większość ludzi, których spotykam, ma jakieś marzenie. Często potrafią opowiadać o nim latami — barwnie, z detalami, z błyskiem w oku. I często po tych latach są dokładnie w tym samym miejscu, w którym byli na początku.
Nie dlatego, że są leniwi albo brakuje im zdolności. Dlatego, że marzenie i projekt to dwie zupełnie różne rzeczy, a przejście między nimi jest znacznie mniej przyjemne, niż się wydaje.
Marzenie nie kosztuje. Projekt kosztuje od pierwszego dnia
Dopóki coś jest marzeniem, jest za darmo. Można o nim myśleć wieczorem, opowiadać znajomym, wyobrażać sobie, jak będzie wyglądało. Nic się nie dzieje i nic nie ryzykujesz.
W momencie, w którym wpisujesz datę, wszystko się zmienia. Pojawia się budżet, który trzeba skądś wziąć. Pojawiają się tygodnie, których nie spędzisz z rodziną. Pojawia się lista rzeczy, o których nie masz pojęcia i będziesz musiał się ich nauczyć. I pojawia się najbardziej niewygodne — możliwość, że się nie uda i wszyscy to zobaczą.
Dlatego tak wielu ludzi nie wpisuje daty. To nie jest zaniedbanie. To jest ochrona.
Trzy rzeczy, które zamieniają marzenie w projekt
Pierwsza to termin. Nie „kiedyś”, nie „za parę lat”, tylko konkretny miesiąc i rok. Termin nie musi być realistyczny za pierwszym razem — możesz go później przesunąć. Ale dopóki go nie ma, nie ma też żadnego powodu, żeby zacząć dziś, a nie za miesiąc.
Druga to cena. Policzona uczciwie, nie tylko w pieniądzach. Ile godzin tygodniowo. Czyim kosztem. Z czego trzeba będzie zrezygnować. Ludzie zwykle nie rezygnują z marzeń dlatego, że są za drogie, tylko dlatego, że nigdy nie sprawdzili ceny i w połowie drogi się nią zaskoczyli.
Trzecia to pierwszy krok wpisany w kalendarz. Nie plan na dwa lata — jedna konkretna czynność z datą i godziną. Rozmowa, którą trzeba odbyć. Dokument, który trzeba przeczytać. Telefon, który trzeba wykonać.
Plan nie chroni przed problemami
Warto powiedzieć to wprost, bo często sprzedaje się inną wersję: dobry plan nie sprawia, że nie będzie kłopotów. Sprawia tylko, że kłopoty nie zaskoczą Cię w najgorszym momencie i że będziesz miał z czego je pokryć — czasem, pieniędzmi albo ludźmi.
Każdy większy projekt, który prowadziłem, wyglądał w połowie inaczej, niż został zaplanowany. Plan i tak był potrzebny — bo dopiero mając go, można świadomie zdecydować, od czego się odstępuje.
Od czego zacząć dzisiaj
Weź jedno marzenie, o którym mówisz najdłużej. Wpisz przy nim miesiąc i rok. Policz cenę w godzinach tygodniowo. Zapisz w kalendarzu jedną czynność na najbliższy tydzień.
Jeśli po tym ćwiczeniu okazuje się, że nie chcesz zapłacić tej ceny — też dobrze. To też jest decyzja i lepiej podjąć ją świadomie, niż przez kolejnych pięć lat wracać do tematu przy każdej okazji.
Komentarze